Używam głównie konwencjonalnych podpasek, wkładek higienicznych i tamponów. Nie ukrywam, że wolałabym przerzucić się na któryś z produktów wielorazowych, ale po pierwsze wciąż mam zapasy środków jednorazowego użycia, po drugie prawie każda opcja alternatywna miała pewne wady. Chociaż zalet też nie brakowało.
Od momentu, w którym zaczęłam miesiączkować, korzystałam głównie z tamponów. Później zauważyłam, że jednak trochę mnie podrażniają. Przez większość cyklu mam skąpe krwawienie więc tampony zostawiam sobie na pierwsze dwa dni, używane pod koniec mnie za bardzo wysuszają. Wróciłam do podpasek i wkładek.
Nie pamiętam, czy najpierw zdecydowałam się wypróbować podpaskę jednorazową czy kubeczek menstruacyjny. Moim ostatnim nabytkiem są gąbeczki menstruacyjne. Poniżej postaram się przedstawić wady i zalety każdego rozwiązania.
Kubeczek menstruacyjny
Coraz popularniejszy wynalazek, początkowo byłam nim również zachwycona. Używałam dwóch różnych, MeLuna Classic XL i LadyCup w rozmiarze L.
Plusy:
- Można zapomnieć, że się ma okres. Dosłownie. Kubeczek można zmieniać nawet co 12 godzin, brakuje wystającej nitki, jak w tamponach, więc można się zagapić
- Można go używać podczas uprawiania sportu. Czasami jeszcze używam go do pływania, kubeczek, w przeciwieństwie do tamponów, jest szczelny, psychicznie mi lepiej z myślą, że nie przepuszcza wody z basenu głębiej
- Łatwy w utrzymaniu w czystości
Minusy:
- Kubeczek działa na zasadzie zassania, a jego elastyczny brzeg napiera na ścianki pochwy. Kiedyś po wyciągnięciu poczułam wyraźnie, że zostawia odciśnięty ślad wewnątrz, coś jak ślad po za ciasnej skarpetce. To sprawiło, że przestałam go regularnie używać.
Być może była to wina niezbyt dobranego rozmiaru, kupowałam kubeczki po dwudziestych piątych urodzinach i tabele wielu producentów polecały mi właśnie wzięcie większego rozmiaru. Nie wykluczam, że przetestuję kiedyś mniejszy kubeczek. - Wymaga nieco wprawy. LadyCup jest kubeczkiem twardszym i bardziej sprężystym, niż MeLuna, w przypadku MeLuny musiałam się trochę bardziej nagimnastykować z otwarciem (ale znów twardszy kubeczek = większy nacisk na ścianki pochwy).
- Kubeczek nieco uciska sąsiednie organy i w efekcie czasami mam wrażenie parcia na pęcherz.
Podsumowanie:
Przez kilka miesięcy byłam z kubeczka bardzo zadowolona. Nie trzeba go często wymieniać, nie ma sznurka na zewnątrz, który mnie denerwuje i przeszkadza podczas wizyt w toalecie (później wpadłam na to, żeby sznurek od tamponu chować wewnątrz ciała), zero problemów z nieprzyjemnym zapachem. Jednak się zraziłam się z powodu, o którym wspomniałam. Kubeczek jest też z tego względu odradzany przy żylakach pochwy, czyli ten nacisk na ścianki istotnie może nie być obojętny dla zdrowia:
Biorę poprawkę na to, że prawdopodobnie powinnam była wziąć mniejszy kubeczek, zarówno jeśli chodzi o średnicę, pojemność (nacisk na pęcherz) jak i długość, ponieważ jest mi wygodniej, gdy umieszczę kubeczek nisko, a wtedy z kolei wystaje. Być może kiedyś wypróbuję inny rozmiar/model, tym bardziej, że przy moich krwawieniach daleko mi do zapełnienia tych dużych kubeczków. Gdy kupowałam moje kubeczki, nie było ani takiego dużego wyboru, ani tylu opinii, poradników i kalkulatorów w Internecie, teraz pewnie wybrałabym inaczej.
MeLuna czy LadyCup?
MeLuna Classic jest wyraźnie bardziej miękkim kubeczkiem, od LadyCup, ma to jednak tę wadę, że trzeba się zdecydowanie bardziej nagimnastykować, aby się otworzył. W przypadku LadyCup wystarczy, że zwolnię uchwyt.
Oba kubeczki mi się odbarwiły, LadyCup, wykonana z bezbarwnego silikonu medycznego, który z czasem zrobił się nieco pożółkły. Fioletowa MeLuna z TPE też zmieniła kolor w trakcie użytkowania.
Pewnym plusem MeLuny może być fakt, że ma tylko dwie dziurki, ale za to mniejsze i nieco trudniejsze do czyszczenia, niż LadyCup. Tak szczerze, nie jestem w 100% zadowolona z żadnego z nich, chociaż sama idea do mnie przemawia, nie wykluczam, że będę szukać dalej ideału. Mam ochotę na LilyCup, zarówno wersję zwykłą, jak i składaną.
Podpaski wielorazowe
Mam tylko jedną produkcji firmy Naya. Gdy ją kupowałam, nie było aż takiego wyboru, poza Nayą była dostępna chyba jeszcze jedna firma, o ile dobrze pamiętam, dziś już, niestety, nie produkuje podpasek albo nie mogę jej znaleźć*. A szkoda, bo jej rozwiązanie przypominało ideę pieluch wielorazowych, firma sprzedawała osobno podkłady i wkłady do podpasek. Podobne rozwiązanie proponuje LadyPad:
https://www.drogeria-ekologiczna.pl/podpaski-wielorazowe/4908-podpaska-wielorazowa-z-organicznego-bambusa-i-organicznej-bawelny-rozmiar-l-na-noc-po-porodzie-nietrzymaniu-moczu-lady-pad-1-szt.html
ale tamta marka sprzedawała wkłady w postaci kawałka materiału, który można było złożyć na wybraną szerokość. Wydaje mi się, ze tego typu rozwiązanie byłoby też łatwiejsze do prania, niż gotowa podpaska z kilku zszytych ze sobą warstw materiału, ale to już moje teoretyczne rozważania, skupię się na tym, co przetestowałam w praktyce. Kupiłam na próbę podpaskę Naya na noc w kolorze ecru. Krótko podsumowując:
https://www.drogeria-ekologiczna.pl/podpaski-wielorazowe/4908-podpaska-wielorazowa-z-organicznego-bambusa-i-organicznej-bawelny-rozmiar-l-na-noc-po-porodzie-nietrzymaniu-moczu-lady-pad-1-szt.html
ale tamta marka sprzedawała wkłady w postaci kawałka materiału, który można było złożyć na wybraną szerokość. Wydaje mi się, ze tego typu rozwiązanie byłoby też łatwiejsze do prania, niż gotowa podpaska z kilku zszytych ze sobą warstw materiału, ale to już moje teoretyczne rozważania, skupię się na tym, co przetestowałam w praktyce. Kupiłam na próbę podpaskę Naya na noc w kolorze ecru. Krótko podsumowując:
Plusy:
- Dla mnie jest bardzo przyjemna w noszeniu. Nie odparza, nie pojawia się na niej nieprzyjemny zapach. Gdyby nie pranie, to byłby ideał jeśli chodzi o ochronę. Ta podpaska nie ma warstwy wodoodpornego PULu, jak większość obecnie produkowanych, co może być minusem, bo nie chroni przed przeciekaniem, natomiast być może dzięki temu jest tak przewiewna i tak dobrze mi się ją nosiło. Używanie jej to dla mnie sama przyjemność, w zwykłych podpaskach nie czuję się tak świeżo.
- Trzyma się na miejscu. Tradycyjne podpaski kleją mi się do wszystkiego, tylko nie do bielizny, tutaj mamy mały zatrzask i nigdy nic mi się samo nie rozpięło.
Minusy:
- Pranie. Nie jest to tak bezproblemowa czynność, jak opisuje producent, być może bardziej ogarnięte osoby poradziłyby sobie lepiej, mnie planowanie prania pod podpaski trochę przerasta. Nadal używam tej jednej, gdy chcę się trochę rozpieszczać, ale waham się, czy kupić cały komplet.
- Może przeciekać. Nie mam bardzo obfitych miesiączek, więc raczej mi się to nie zdarza, jeśli już to delikatnie przy skrzydełkach, ale podpaska jest wykonana z bawełny i nie ma żadnej warstwy chroniącej przed przeciekaniem. Większość obecnie dostępnych podpasek taką warstwę posiada.
Tampony - gąbki
Pokładałam bardzo duże nadzieje w tym produkcie. Wcześniej od czasu do czasu nosiłam tampony bez sznureczka Soft Tampons, które są wykonane z syntetycznej gąbki:
i ogólnie byłam zadowolona. Takie tampony wymagają więcej wprawy, niż kubeczek, szczególnie przy wyjmowaniu, nie chronią też tak dobrze przed nieprzyjemnym zapachem, ale ogólnie bardzo je polubiłam. Kupując naturalne gąbki byłam praktycznie pewna, że wszystko będzie ok, wybrałam chyba najpopularniejsze Jam Sponge, nawet się zastanawiałam nad dorzuceniem drugiej pary na zapas. Przechodzą do plusów i minusów wielorazowych gąbek menstruacyjnych:
Plusy:
- W teorii całe mnóstwo, mi przychodzi mi na myśl tylko jeden - jak się nie sprawdzą, można ich użyć np. do mycia ciała czy czyszczenia wanny. Poza tym są dość łatwe do utrzymania w czystości.
Minusy:
- Po pierwsze - przeciekają. Powiedziałbym, że równie dobrze mogłabym ich nie zakładać, ale chyba bez niczego jest lepiej. Gąbka na wstępie powinna być zwilżona i o ile krew można jeszcze jakoś utrzymać to ta woda + krew bardzo trudne do opanowania, zaciśnięcie mięśni tylko wyciska tę gąbkę. Być może tak by się nie działo, gdyby można było umieścić gąbkę głębiej, tak samo jak Soft Tampons. Ale się nie dało, bo...
- ...ta gąbka jest szorstka. Soft Tampons są naprawdę mięciutkie, te nawet skórę peelingują, nie wspominając o delikatnej śluzówce. Wsunięcie jest nieprzyjemne, a za którymś razem po prostu bolesne. Wyciągnięcie również. Próbowałam z lubrykantem, jak Soft Tampons (do klasycznych tamponów też zwykle używam, polecam), ale nie ułatwiło to aplikacji.
Niestety, bardzo się rozczarowałam. Wiem, że są osoby, które są z tych gąbek bardzo zadowolone, u mnie nie
sprawdziły się do tego stopnia, że eksperyment zakończyłam po dwóch
dniach.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz